I nagle BACH.

, -„Hej w sumie to moi znajomi namawiali nas na baristę na weselu, bo w tamtym roku byli na weselu gdzie było takich dwóch i podobno kawa była mega i wszystkim smakowało”
-„O fajnie a gdzie?”
-„a w Krośnie”
-„o, a kiedy?”
-„ w październiku”
-„KRZYYCHUUUUU!! Kiedy byliśmy  w Krośnie?!”
-„w październiku”
Czyli to jednak ma sens . Się podoba. Smakuje. Ludzie polecają. Nas.
AKYSZ KOSMATY STRESIE!
To co się działo później było magią. Bo inaczej tego nie nazwiesz. Ktoś przychodzi tak popatrzyć „co tu mają” i wychodzi z wielkim bananem na twarzy  i jeszcze mówi „no faktycznie – to co robicie ma sens”.
Chciałbym poukładać w miarę chronologicznie co tam się działo na tych naszych paru metrach kwadratowych ale się  nie da. Jeden wielki misz-masz pozytywu. Dziesiątki przeprowadzonych rozmów o tym co robimy, dlaczego,o samej kawie. Wypite morze tej czarnej i tej białej kawy. Szalone sesje zdjęciowe, które chwilami przeobrażały się w mrożące krew w żyłach pokazy sztuki akrobatycznej. Ludzie przechodzili i myśleli „ co to za wariaty?” i podchodzili nieśmiało. A wychodzili z uśmiechem! I mówili „róbcie tak dalej!”
A  przecież mieliśmy tylko zaprezentować naszą ofertę. Chyba wymknęło się spod kontroli.
I to jest najpiękniejsze.
Kawopołączyliśmy tak, że aż nas to zaskoczyło.